Mniejsze Zło, Więcej Kawy

Coś o popkulturze, chaosie i rzeczach spisywanych przed kolejną kawą

Na Nowy Rok

Cóż to był za rok… Taki nie za dobry, ale też nie całkiem zły. Chyba bardziej dobry niż zły, choć trochę rewolucyjny. Dużo się nauczyłam, a to chyba dobrze. Choć to były bolesne lekcje czasami.

  • Nauczyłam się, że w biegu zapominamy o mówieniu ludziom rzeczy dobrych, a ma to czasem niesamowity efekt. Przypominamy sobie o tym gdy jest już za późno, a przecież możemy komuś zrobić dzień, miesiąc, rok. Albo ściągnąć taką osobę z mostu. Kiedy przestaliśmy cieszyć się relacjami? W tym roku nauczyłam się, że nie pasuje mi podejście bez tego dobrego słowa i że nie muszę się zgadzać na taki stan rzeczy. Mogę mówić ludziom, że są fajni. Wciąż uczę się pamiętać i mówić o tym. Więc jeśli to czytasz – cieszę się, że jesteś i jestem z Ciebie dumna ❤
  • Doprowadzona do granic szaleństwa – nauczyłam się, że ja nic nie muszę. Nie muszę się denerwować, nie muszę się zajeżdżać tylko dlatego, że do czegoś się zobowiązałam, jeśli warunki umowy sie zmieniły bez mojej wiedzy i zgody. Mogę wstać, powiedzieć “nie” i walnąć pięścią w stół, że nie na to się zgadzaliśmy. MOGĘ zrobić więcej – ale nie muszę. To mój wybór. To mój pierdolnik i ja jestem jego królową. I jeśli ktoś zamierza jechać na tym wielbłądzie, to ja wcale nie muszę być z tym okej. Bo to mój wielbłąd i ja na nim będę jechała- w towarzystwie tych, z którymi ja chcę tego wielbłąda dzielić. To była bolesna lekcja, ale się nauczyłam. Dotarło.
  • Nauczyłam się, że mogę być rozkoszną, mięciutką alpaką, która patrzy na ludzi oczami pełnymi miłości, ale jeśli mam ku temu powody – nic nie stoi na przeszkodzie żebym była lamą. Taką plującą. Nie mam wpływu na to, co robisz – mam wpływ na to, jak na to reaguję. To Ty decydujesz jakiego zwierzaka dostaniesz. Default to alpaka, ale odpowiadam tą samą energią, którą dostaję. To lekcja z drugiej połowy tego roku i zamierzam ciągnąć to w przyszłym roku, bo to dobre dla mojego zdrowia psychicznego, a w 2026 zamierzam o nie dbać lepiej niż to robiłam w 2025.
  • Nauczyłam się dość intensywnie, że your lack of planning is not my emergency. Mam to zapisane nad monitorem i patrzę na to za każdym razem gdy trafia mnie szlag. Nie zrozumcie mnie źle, jeśli jest pożar, to będę pierwsza z wiadrem wody i pytaniem jak mogę pomóc. Ale nauczyłam się, że jest subtelna różnica między “zawaliło się, naprawMY to” a “płonie, bo ktoś kłamał, opierdalał się, mieszał i teraz jest płacz i zgrzytanie zębów i Dżoanka, ratuj.” Ja nic nie muszę. A jak przychodzisz do mnie z postawą “ja ci każę”, to możesz skoczyć na drzewo prostować banany.
  • Nauczyłam się, że życie jest jak pudełko czekoladek, a właściwie to jak pudełko ze skarbem piratów, które symbolicznie składałam w tym roku na prezent. I bawiłam się świetnie. Generalnie w tym roku robiłam mnóstwo rzeczy dla ludzi – bo chciałam – i cholernie mi się to podoba. Lubię uszczęśliwiać ludzi i w tym roku nauczyłam się, że skoro daje mi to zajebistą satysfakcję, to nie muszę się czuć z tym źle czy się tego wstydzić. Nawet jeśli obdarowany niekoniecznie cieszy się tak samo mocno jak ja 😂(Przepraszam obdarowanych xD)
  • Nauczyłam się jeszcze dobitniej, że żeby być Zosią samosią, to jednak potrzebuję dobrych fundamentów. A tymi są dobrzy ludzie. i ja z tymi ludźmi chcę puszczać w życiu bańki. Także shoutout do “moich” ludzi, do ziemniaczków, hobbitów i wszystkich tych, którzy pozwolili mi się wykrzyczeć, wygadać, wypłakać i dali mi radę, soczek, przyniesli kawę, książkę, magnes, kostkę, wino, piwo, przypinkę, zakładki, płaszczyk, ciasteczko z wróżbą, smyczke, naszywkę, naklejkę, dżemy i powidła, pluszowego ziemniaka i dzierganą ośmiornicę, książkę kucharską, book nooka, ciastko, przyszli z uśmiechem i rozmową, wysłali za mnie maila, przyszli przytulić jak tego potrzebowałam… Generalnie pogłaskali zamiast dorzucać. You da MVP ❤ I nie przesadzam gdy piszę, że bez Was by mnie tu nie było w tej chwili, bo bez Waszego wsparcia, zrozumienia i cierpliwości nie tylko mój chaos pożarłby wszystko, ale prawdopodobnie oszalałabym gdzieś po drodze. Nauczyłam się, że bez dobrych ludzi – w życiu jest pusto. Dziękuję, że jesteście ❤
  • Natura lubi równowagę. Doceniam dobrych ludzi również dzięki tym, z którymi już nie chcę się zadawać czy budować głębszych relacji. Bo ja nic nie muszę. Nie muszę udawać, że jestem alpaką jeśli ktoś mnie ciągle kopie. Nie muszę się zgadzać na bycie traktowaną jak szmata, bo komuś to poprawia humor albo statystyki. Skończyłam w tym roku kilka znajomości, bo nauczyłam się, że mogę mieć jasno wyznaczone granice i nie muszę się zgadzać na ich przekraczanie, zwłaszcza jesli to komuś za bardzo weszło w nawyk. “Nie” to pełne zdanie. Nie jest to absolutnie wyrazem tego, że te osoby są – jestem pewna, że jest przynajmniej kilka osób, które są z nimi okej, z takich czy innych przyczyn. Jestem pewna, że robią mnóstwo wartościowych rzeczy. Ale nie we współpracy ze mną, bo te relacje nie są zdrowe na ten moment. I wchodzę w nowy rok ze świadomością, że z mojej strony zrobiłam wszystko, by te relacje naprawić, bo choć nie jestem najłatwiejszą osobą do współpracy – zawsze staram się wyprostować i naprawić błędy. I teraz piłka jest po drugiej stronie – tylko że ja już nie będę zabiegać o tę grę. I jest mi z tym właściwie dobrze. Smutno, ale jest to poza moim wpływem.
  • Generalnie ludzie myślą, że jak przestaję walczyć i się kłócić, to jest super. Może, tyle że mi po prostu przestało zależeć i dlatego już o to nie walczę, a to subtelna róznica. Bo jak mi zależy, to sie staram wszelkimi siłami. Jak mi nie zależy? Niech ten okręt płynie gdzie chce, tyle ze beze mnie. W tym roku nauczyłam się odpuszczać i mieć wywalone na rzeczy, które są poza mną. I ile więcej mam czasu na robienie tego, co chcę!
  • Jak na przykład czytanie. To był zaczytany rok i choć kupka wstydu wciąż straszy – nauczyłam się, że wybór ma znaczenie. Wieczór z książką to coś, co pomaga. Tylko czytałam sporo rzeczy, które już znam i dało mi to mnóstwo radości, bo te znane i lubiane książki sa jak wizyta starego przyjaciela. Dziwny rok.
  • Okazji do czytania miałam też więcej, bo nalatałam się jak durna. Przeleciałam mniej więcej połowę obwodu ziemi i nauczyłam się, że każda podróż to przygoda. I dalej mnie to bawi.
  • Usłyszałam w tym roku kilka “nie da się”. Nauczyłam się, że jak ktoś mi tak powie, to skończy się na odwrót. Napisałam i poskładałam książkę, bo usłyszałam, że się nie da. Nauczyłam się robić ćmy, bo powiedziano mi, że nie dam rady. Obecnie uczę się szydełkować, bo usłyszałam, że nie ogarnę. Na ten moment wychodzą mi tylko pluszowe Cthulhu ze skoliozą, ale za rok o tej porze? Sama się boję.
  • Nauczyłam się, że wszyscy jesteśmy “Dorośli i Poważni”, tymczasem jak przyniosłam mydlane bańki, to ganialiśmy z nimi gdzie się dało. I fenomenalnie się przy tym bawiliśmy, przynajmniej ja. Więc jak życie przynosi nam cytryny, to nóż, tequila, Wasze zdrowie i idziemy puszczać bańki, bo czasem to jest szczyt dorosłości. Odreagować, odpuscić, wyciągnąć coś dobrego z mydlin z wodą. Oczywiście bańki to tylko symbol. W tym roku nauczyłam się cieszyć małymi rzeczami, niespodziewanymi spotkaniami, uśmiechami, kawem i piwem w dobrym towarzystwie i każdym dobrym słowem. Świat jest wystarczająco ciulowy, bańki pomagają. A jak pomagają, to nie mogą być złe. Dbajcie o swoje bańki jeśli pomagają Wam istnieć.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Tootthie

Piszę – zawsze i wszędzie, na czym się da.

~~~
Fanka popkultury wszelakiej. Mól książkowy z legendarną kupką wstydu, wyznawczyni kofeiny i kolekcjonerka kostek RPG. Ma milion pomysłów na minutę i zaczyna więcej projektów, niż rozsądny człowiek powinien. Sarkazmem polewa wypowiedzi, ale w głębi serca jest raczej pluszową alpaką. Do czasu.