Mniejsze Zło, Więcej Kawy

Coś o popkulturze, chaosie i rzeczach spisywanych przed kolejną kawą

Dzień Wolontariusza 2025

Tu, z okazji dzisiejszego święta, miał być post wychwalający wolontariat, na przykładzie dwóch fenomenalnych zespołów, którymi miałam w tym roku zaszczyt kierować. Planowałam go dwa miesiące, w głowie kreśląc różne drafty. Ale go nie będzie. Nie po wczoraj.

Nie dlatego, że ekipy na to nie zasłużyły. Wręcz przeciwnie – głośno będę krzyczeć o tym, że to najlepsze zespoły ever i możecie mi ich wszyscy zazdrościć, bo jest czego. Moje ziemniaczki. Moi hobbiccy łowcy potworów. Ludzie, z którymi mogę przenosić góry, z którymi puszczam bańki i przebieram się za Frodoralta. Złoto, diamenty, najlepsi i jeszcze frytki do tego. Oni już to ode mnie usłyszeli, grupowo i indywidualnie, powtarzam to tylko publicznie, ale nie o tym chcę dziś pisać.

Wolontariat to nie tylko radość, pląsanie, zabawa i poczucie misji. To kawa, po którą nie masz czasu pójść więc ktoś Ci ją przynosi – bo wie, że jej potrzebujesz, nie musisz nawet prosić. To śniadanie, które jesz o 19 tylko dlatego, że ktoś w końcu stoi nad Tobą i pilnuje – bo wcześniej to możesz w locie zjeść mandarynkę, nie ma czasu na obiad. To płakanie w monitor, bo ktoś Cię wystawił dwa tygodnie przed imprezą – i “daj, podzielmy się pracą, sprzątniemy to razem, nie jesteś z tym sama” od tych, których nie widać za kulisami imprezy, a która bez nich by się nie odbyła. To 130+ maili, które masz wysłać w ciągu godziny, bo ludzie zaczną się pluć że czekają od kwadransa – i “ej, idź w końcu spać, my wyślemy, rano będziesz miała zrobione.” To panika, bo coś źle policzone i zabrakło – i “damy radę, spokojnie”, które działa uspokajająco, bo wiesz, że rzeczywiście damy radę. To telefon po północy od kogoś w kryzysie, gdy zaklinasz wszystkie znane bóstwa żeby być wsparciem – i szklanka z pićku stawiana przed Tobą ileś miesięcy później przez tę osobę, bo ona wciąż tu jest i bardzo Cię to cieszy. Odebraliście kiedyś taki telefon? Mam nadzieję, że nie. Ja w tym roku odebrałam trzy. A potem sama rozpadłam się na części.

Czemu o tym piszę? Bo rozpaść może się każdy i bardzo łatwo maskować znaki ostrzegawcze. Wolontariat to podróż kolejką górską, tory są lawą, trasa biegnie nad przepaścią, hamulce wysiadły, a ktoś ma granat w kieszeni. Jeśli dojedziesz do końca – to może być niezapomniane przeżycie, super zabawa i oszałamiające widoki, o których będziesz opowiadać jeszcze całe dekady. Ale co jeśli wypadniesz z torów?

Bo wolontariat to także obciążenie emocjonalne, odpowiedzialność, presja czasu, a czasem ciężar historii i sytuacji, które zostają z człowiekiem na długo po zakończeniu zmiany. Osoby wolontariackie często mierzą się z tym wszystkim bez płatnego urlopu, bez zaplecza, bez profesjonalnego wsparcia – opierając się jedynie na własnej motywacji, empatii i chęci pomocy. Czasem jest to wykorzystywane przez ludzi, których pozdrowić można tylko środkowym palcem. A czasem po prostu brakuje Ci łyżeczek i jak odbijasz się od ściany – walisz w ten mur na pełnej, rozbijasz się o niego i gleba, a Ty w częściach i nie ma pod ręką super glue do sklejania. Jeśli masz szczęście, to stajesz się kintsugi.

W ostatnich dniach szczególnie mocno czujemy, jak bardzo ta rzeczywistość bywa trudna. W naszym fandomowym świecie pożegnaliśmy osobę, która wiele dawała innym. I nawet jeśli nie znamy pełnej odpowiedzi „dlaczego”, to przypomina nam to, że ludzie, którzy niosą innym światło, sami też czasem potrzebują ciepła, troski i bezpiecznej przestrzeni. Potrzebują, by to całe zmęczenie, zaangażowanie, nocne dyżury, stres, odpowiedzialność, wszystkie „drobiazgi”, bez których nic by się nie zadziało – zostały zauważone. Żeby nikt nas nie brał za pewnik i element wystroju.

Wolontariusze odgrywają kluczową rolę – w funkcjonowaniu organizacji społecznych, kulturalnych czy pomocowych. Jednocześnie ich zaangażowanie często wiąże się z pracą wykonywaną w warunkach zwiększonego obciążenia emocjonalnego, przy braku formalnego wsparcia psychologicznego, które przysługuje pracownikom etatowym. Programy wolontariackie są najzdrowsze psychicznie wtedy, gdy łączą przygotowanie (szkolenia dzięki którym wolontariusze wiedzą, co robią, jak i dlaczego); wsparcie (psychologiczne, narzędziowe, merytoryczne); opiekę (a wolontariusze mają gdzie rozładować emocje i omówić trudności); uznanie i integrację (czują się częścią społeczności, a nie „zasobem do wykorzystania”). Wolontariat jest generalnie czynnikiem chroniącym zdrowie psychiczne, wzmacniającym poczucie sensu i przynależności. Jednak bez odpowiednich narzędzi wsparcia – może prowadzić do wypalenia, przeciążenia emocjonalnego i wtórnego stresu pourazowego.

Dlatego:

– osobo niewolontariacka, z okazji Dnia Wolontariusza życzę Ci żebyś miał(a) wokół siebie ludzi, którzy inspirują i zarażają dobrem – a jeśli kiedyś poczujesz chęć dorzucenia swojej cegiełki, niech będzie to źródłem satysfakcji i radości. Być może masz pomysł na krótkie szkolenie, które możesz dla nas zrobić za darmo, które nie obciąży Ciebie, a nam pomoże? A może chcesz być jednym z nas? Niech ten dzień przypomina też o sile małych gestów, bo Twoje “dziękuję, zajebista robota” często robi nam dzień, miesiąc, rok. Każdy uśmiech, każdy mail od serca, każda osobista wiadomość, każdy post. Dziękujemy, że wspierasz, rozumiesz, dostrzegasz i szanujesz tę pracę. Dziękujemy też za wyrozumiałość. Twoja postawa naprawdę ma znaczenie.

– osobo wolontariacka – w dniu Twojego święta życzę Ci ludzi wokół, którzy potrafią wesprzeć, a nie tylko prosić. Dostawaj tyle dobra, ile dajesz światu. Znajdź czas na odpoczynek, regenerację i zwykłe bycie człowiekiem. Pamiętaj o swoich granicach i twardo ich pilnuj. Zjedź śniadanie. Wypij kawę. Zjedź mandarynkę i zagryź tostem. Uśmiechnij się. Krzycz jeśli tego potrzebujesz. Płacz, a potem wstawaj z podłogi, otrzepuj pelerynę superbohatera, patrz na swoje dokonania i z dumą idź dalej. I zawsze pamiętaj, że jesteśmy w tym razem, na dobre i na złe, nigdy nie jesteś solo. I cieszę się, że tu jesteś.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Tootthie

Piszę – zawsze i wszędzie, na czym się da.

~~~
Fanka popkultury wszelakiej. Mól książkowy z legendarną kupką wstydu, wyznawczyni kofeiny i kolekcjonerka kostek RPG. Ma milion pomysłów na minutę i zaczyna więcej projektów, niż rozsądny człowiek powinien. Sarkazmem polewa wypowiedzi, ale w głębi serca jest raczej pluszową alpaką. Do czasu.