
Kawa, gate, repeat – cz. 1
Ja nie mogę normalnie. Latam sobie dość dużo i kolekcjonuję doznania na lotniskach. Teletubisie na wózkach inwalidzkich? Check. Wycieczka babć Hindusek vs celnicy, którzy muszą je sprawdzić? Check. 40-osobowy chór barytonów przebrany za Czwartego Doktora? Check. Celnik pytający skąd przyszłam, a ja odpowiadająca, że z terminala 6 i tego dużego, zielonego samolotu? Ochrona życząca miłego lotu, co kwituję niezwykle uprzejmym “thanks, you too”? Check i check. Normalnie to nudno.
Przepiękny sierpniowy dzień. Przybywam na lotnisko gdzieś w Holandii. Osobistą przechodzę w locie. Nudzę się czekając na samolot, nudzę się wsiadając. Choć paradoksalnie – jaram się, że nuda to w końcu odeśpię. Koło mnie siada pani z niemowlakiem, a między nami siedzi jej może 5 letni synek. Oho. Ale jednak nie, dzieci są wyjątkowo grzeczne. Życie jest piękne. Ruszamy w stronę pasa, zarzucam muzę na słuchawki, nudne jest fajne. Lelele i Saidalo utulają mnie do snu. Odpływam. Jest mi dobrze.
Do momentu, w którym nie rzuca mną o fotel. Gdzieś obok rozlega się syrena. OLIWIEEEER, OLIWIEEEER! A nie, to jednak nie alarm. To chłopiec obok mnie śpiewa swojemu kilkumiesięcznemu bratu. Ale poza tym, że jest głośny – jest też bardzo grzeczny więc jest gites, przeżyję. Upierdliwe ale cute. Zasypiam ponownie, na jakieś 10 minut. Powtórzymy tę operację jeszcze trzy razy.
Dolatujemy do Wro. “Proszę pozostać na miejscach.” Dobijamy do bramki. “Proszę zostać na miejscach“. Parkujemy. Rozlega się pukanie do drzwi samolotu (w sumie nic dziwnego na lotnisku, dziwne by było gdyby je było słychać w czasie lotu). Stewardessa otwiera, do środka wchodzi pan z nadzoru lotniska. Siema siema, jak lot, chcecie serwis? Nie? Okej, ale nie wypuszczajcie jeszcze ludzi, jadą do Was służby. Zastrzygłam uszami, tego jeszcze nie grali. Czekamy.
I wtedy wjeżdżają oni, cali na zielono. Dwaj panowie ze służb granicznych. A że Dżoance ostro weszły służby specjalne, za to instynkt samozachowawczy nie działa, to patrzę na nich z zachwytem, bo są ciut bardziej wyposażeni niż celnicy, których widuję normalnie. I zazwyczaj nie mam okazji pooglądać z bliska. Może nie jest to jeszcze poziom antyterrorystów, ale tak już bardziej służby niż celnicy, w dodatku obaj trzymają ręce na kaburach. Kocham miejsca przy oknie przy wyjściu.
– Dzień dobry, my po Józka Kowalskiego z 15E.
– Oczywiście – powiedziała stewardessa 1.
– Ale jak to? – zapytała stwerdessa 2.
– Józef Kowalski, siedzi na fotelu 15E. Proszę nam go przyprowadzić.
– A serwis chcecie? – pyta pan z obsługi. Smutnieje, bo nikt nie zwraca na niego uwagi.
Na tym etapie Józek to już sprawa całego samolotu. Jak odróżnić Polaka od Holendra? Holendrzy to ci lekko zestresowani, siedzący w spokoju. Polacy to ci, co zaraz będą cosplayować Abelarda Gizę, tylko jeszcze nie wiedzą czy będą bronić Józka, bo wszyscy Polacy to jedna rodzina, czy strażników bo Józek to kanalia. Stewardessa poszła po Józka, który najpierw ucieszył się, że wyjdzie pierwszy, a potem zobaczył pograniczników i już taki zadowolony nie był. Stewardessa prowadzi Józka do drzwi, a plotka od 15. rzędu wyprzedza ją o kilka długości.
– pewnie poborowy i się uchyla
– nie no, prędzej rezerwista
– to by żandarmeria po niego przyjechała
– nie no, jak mają nakaz zatrzymania to celnicy
– może alimentów nie płacił i go zatrzymują
– coooo? Józek ma nakaz aresztowania?
– co oni tam mówią z tyłu? Że on jest poszukiwany europejskim listem gończym?
– Ej, a może chcecie jednak jakiś serwis?
W tym momencie za stewardessą a przed Józkiem pojawia się pani, która szybkim krokiem zasuwa do wyjścia, ku zaskoczeniu ekipy samolotu. Na pytajace spojrzenia reaguje prostym:
– Bo ja chcę wysiąść
– Nie może pani, jesteśmy w trakcie czynności opera…
– Ale ja chcę wysiąść!
Lekko podnosi głos. Pan w zielonym mundurze wsadza głowę do samolotu.
– Co pani chce?
– A nie, to jeszcze usiądę.
Wróciła na miejsce. Gdzieś po drodze drzwi do kabiny otworzył sobie pilot. W odróżnieniu od reszty pasażerów – uśmiechnięty od ucha do ucha.
– Ojej! Służby! To po kontrabandę!
Stewardessa 1 leje z Kapitanem. Stewardessa 2 wchodzi na orbitę z nerwów. Józek szura nogami, ale dociera w końcu do drzwi. Pan z obsługi rozpłaszcza się na ścianie koło pogranicznikow żeby go przepuścić.
W tym momencie chciałabym bardzo serdecznie pozdrowić człowieka, ktory wymyślił samolot żeby był jaki jest, bo jakbyśmy byli statkiem na wodzie, to w momencie gdy wszyscy pasażerowie z prawej strony rzucili się do okienek z lewej – jak nic byśmy się przewrócili. A że samolot jest duży i stabilny – nie zrobiło mu to różnicy i mogliśmy tłumnie obserwować całą sytuację i rozmowę pograniczników z Józkiem. Absurd absurdem poganiał.
– Jak się pan nazywa?
– Józek Kowalski.
– Dokumenty poproszę.
Ogląda te dokumenty, cały czas z ręką na kaburze.
– To jak się pan nazywa?
– Wciąż Józek Kowalski.
– Zapraszamy pana z nami.
– A dlaczego?
– Bo zapraszamy.
Panowie w zielonym pojechali z Józkiem, “proszę pozostać na swoich miejscach“. Pani Pospieszyńska z chwilę temu ustawia się do wyjścia. Stewardessa 1 przewraca oczami.
– Proszę usiąść
– Ale ja chcę wyjść.
– Ale nie mamy służb do pilnowania i nie możemy państwa wypuścić na płytę lotniska, musimy poczekać.
– A mi to nie przeszkadza, ja wiem gdzie iść.
– Ale…
I tu pojawia się ONA! Moja pierwsza w życiu Karen!
Karen wylądowała na plecach pani Pośpieszyńskiej i zaczyna się rzucać do stewardessy. Na tym etapie tęsknię za panami w zielonym, bo stewardessy zacne, a te dodatkowo bardzo miłe, praca niewdzięczna, szanujmy je i zawsze kij w oko Karen.
– Nie możecie nas tu trzymać wbrew naszej woli!
– Możemy dla państwa bezpieczeństwa.
– Ale ja się spieszę!
– Spokojnie, zaraz państwa wypuścimy, tylko kolega przyjdzie…
– Ale ja się spóźnię na pociąg! Co wy sobie wyobrażacie! Ja już tu cztery godziny czekam!
– Yyyy, ale proszę pani, ten lot trwał ledwo ponad godzinę i wylecieliśmy przed planowanym czasem?
– Ale ja byłam wcześniej na lotnisku! Ile można czekać! Chcę rozmawiać z pani przełożonym!
Pilot roześmiał się tylko i poszedł, za to zapomniany trochę pan z obsługi lotniska postanowił o sobie przypomnieć po raz kolejny i wydarł się na cały glos.
– A SERWIS JAKIŚ CHCECIE?
– Nie – odparła Stewardessa 1, która ewidetnie nie takie rzeczy już widziała i jest z tego gatunku stewardess, które są pro o każdej porze dnia i nocy. Stewardessa 2 uciekła za ściankę.
– A PALIWO CHCECIE?
– Nie, raczej nie…
– NO WEŹ, NIE CHCECIE? NO JAK? PFFFFTT! NIE LUBIĘ WAS!
I sobie poszedl. Pojawili się za to jego koledzy i mogliśmy w końcu zacząć wychodzić. Stawiam każdą ilość gotówki, że Stewardessa 1 cieszyła się, że kończy zmianę. Stewardessa 2 miała oczy jak 5 złotych z przerażenia. Młoda jest, nauczy się, obejrzy kilka razy Airplane! to jej przejdą złudzenia. Wyrobi się w tych oparach absurdu.
No i nie odespałam. Ja nie mogę robić rzeczy normalnie. Ciekawe tylko co z Józkiem…
Tootthie
Piszę – zawsze i wszędzie, na czym się da.
~~~
Fanka popkultury wszelakiej. Mól książkowy z legendarną kupką wstydu, wyznawczyni kofeiny i kolekcjonerka kostek RPG. Ma milion pomysłów na minutę i zaczyna więcej projektów, niż rozsądny człowiek powinien. Sarkazmem polewa wypowiedzi, ale w głębi serca jest raczej pluszową alpaką. Do czasu.
Leave a Reply